Pracowite wakacje

25 lipca 2012

 

Nasi developerzy nie znają granic. Niedawno pisaliśmy o Michale Nowackim, który zgłębiał prace włoskiego centrum informatycznego. Tym razem z podobną misją wyruszył Adam Rek. Zapraszamy do lektury unikatowego bloga, w którym nasz kolega odsłania kulisy wyjazdu służbowego do Portugalii. 

 

8 lipca – dzień pierwszy

Bom dia Lisboa!

Wylot z Warszawy. W samolocie spędzam 4 godziny. Do położonego w samym centrum Lizbony hotelu docieram przed południem. Na termometrze „zaledwie” 27 stopni. Zastanawiam się, jak ja to zniosę? Zanim zacznę realizować faktyczny cel podróży, mam czas, by rozejrzeć się po okolicy.

9 lipca – dzień drugi

Universidade Tecnica de Lisboa to największa, najstarsza i najbardziej prestiżowa uczelnia techniczna w   Portugalii. W jej skład wchodzi kilka szkół. Odpowiednikiem naszej politechniki jest Instituto Superior Tecnico. Studiuje tu 10 000 przyszłych inżynierów, z czego aż 1/10 ubiega się o tytuł doktora.

Dzień zaczynam od wizyty w Dziale Współpracy Międzynarodowej oraz w Centrum Informatycznym (Centro de Informatica). Oba działają przy Instituto Superior Tecnico.

Zaopatrzony w mapkę zwiedzam kampus Alameda, który choć nie poraża architekturą, to jednak jest utrzymany w użytkowym stylu. Jego historia sięga lat 30-ych ubiegłego wieku. Wrażenie robi na mnie parkowy klimat, plac zabaw oraz liczba kawiarni i restauracji znajdujących się na terenie kampusu.

Pracownicy zaczynają tutaj dzień o 9-ej. W okolicach 13-ej jest godzinna przerwa na lunch, na który udaję się z moimi opiekunami, Luisem i Silvią. Poza smakami regionalnej kuchni, dowiaduję się, co warto zobaczyć w stolicy Portugalii. Moja służbowa podróż zapowiada się niezwykle ciekawie.

10 lipca – dzień trzeci

Rano przychodzę do Centro de Informatica, gdzie już czeka na mnie Luis z gościem. Przez kolejne 4 godziny rozmawiamy o organizacji pracy w ich jednostce. Zakres zadań jest zbliżony do naszych i obejmuje administrację sieci komputerowej, utrzymanie serwerów usług i aplikacji, tworzenie oprogramowania, a także realizację projektów badawczych z zakresu technologii informacyjnych. Całemu centrum przewodniczy profesor Fernando Mira da Silva.  Moją uwagę zwraca dział rozwoju oraz intensywność prac badawczych. Zaskoczyło mnie to, jak portugalska uczelnia techniczna umiejętnie łączy dorobek naukowy z technologią wdrożenia.

11 lipca – dzień czwarty

Zwiedzania ciąg dalszy. Zostaję wtajemniczony w szczegóły projektu Fenix – odpowiednik naszej eUczelni. Na jego sukces pracuje obecnie 13 developerów pod wodzą Luisa. Zadaniem systemu jest kompleksowe wsparcie zarządzania uczelnią. Drobna różnica między naszym projektem a Fenixem jest taka, że realizacja tego drugiego trwa od… 2002 roku. Poza tym, podobnie jak u nas, system jest aplikacją webową pisaną w Javie.

Wreszcie przychodzi czas na moją prezentację. Przybliżam pracownikom Centro de Informatica profil działalności Centrum Usług Informatycznych. Omawiam budżet, czas realizacji i te usługi, które już wytworzyliśmy w ramach eUczelni. Choć pod względem funkcjonalnym jesteśmy dopiero w połowie tego, co oferuje Fenix, to jednak nasz system budzi uznanie ze względu na prostotę i funkcjonalność. Luisowi szczególnie podoba się oprawa wizualna portalu  Moja PG.

12 lipca – dzień piąty

Kolejny intensywny dzień. Tym razem dyskutujemy na temat rozwiązań technologicznych, organizacyjnych i projektowych. Interesują mnie metody zapobiegania problemom obciążenia serwerów w okresie zapisywania na przedmioty na początku semestru. Wymiana doświadczeń jest bardzo owocna. Pracownicy centrum chętnie przybliżają mi tajniki pracy developera w takich aspektach jak częstotliwość publikacji wersji, zarządzanie kodem czy planowanie cyklu pracy programisty. Widzę kilka rzeczy, jakie w ramach dobrych praktyk można wdrożyć w środowisku naszego projektu. Jednak tym, co mi najbardziej zaimponowało jest własny napisany w języku Java silnik. Służy do zarządzania obiektami i transakcjami w bazie danych. Uważam, że to za spore osiągnięcie portugalskiego zespołu.

13 lipca – dzień szósty

Między kolejnymi spotkaniami udaje mi się znaleźć chwilę na relaks. Lizbona słynie z zabytkowego centrum oraz największego w Europie oceanarium. W czasie wycieczki docieram do Sintry. Znajdujący się tu kompleks ogrodów i pałaców robi imponujące wrażenie. Nie bez powodu ta miejscowość została umieszczona na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zatrzymuję się też na chwilę w marinie w Cascais – mieście, które pod względem atmosfery bardzo przypomina Sopot. Na koniec docieram do raju dla miłośników szybkich samochodów – toru formuły 1. Takiej okazji nie mogłem przepuścić!

14 lipca – dzień siódmy

To mój ostatni dzień pobytu w Lizbonie. Pełen pozytywnych wrażeń opuszczam hotel i udaję się na lotnisko. O 22-ej ląduję w Warszawie. Choć wita mnie typowe polskie lato wraz z urokami w postaci deszczu, to jednak nic nie jest w stanie popsuć mi ostatniego etapu podróży służbowej do Portugalii.

Adeus Lisboa!